Nie zmienia się koni w biegu.

.
kredyt hipoteczny
materiały budowlane
mieszkanie
deweloper
kamienica

 

Najlepsze oferty!


Humor!



"Przeprowadzka"
- Cos ciezka ta szafa! A gdzie Jurek, przeciez mial nam pomagac wnosic
meble?
- Jurek jest w szafie , sprawdza wieszaki.


Kanibale zlapali 3 bialych turystow: ruskiego, amerykanina i Polaka.
Odbywa sie rada plemienna, z ktorego co zrobia (tj. w jaki sposob go
skonsumuja)
1. rusek - najglosniej protestowal, ze on jako obywatel CCCP itd... wiec
dlugo nie myslac przeznaczyli go na zupe.
2. amerykaniec:
- Jestem obywatelem USA, musze porozumiec sie z konsulatem!
- Upiec go !
3. Polak:
- ... /to jest dluga milczaca cisza/
- A ty skad jestes - zapytal sie wodz.
- Z po - po - z Polski.
- Polska! Tam studiuje moj syn! Badz moim gosciem bracie.
Co bedziesz jadl zupe czy mieso?


Objasnienie: Inglot pojebany wykladowca z probalibistyki.
Inglot meczy na egzaminie studenta z prawdopodobienstwa. Student nie
kumaty, wiec Inglot chce sie zlitowac nad studentem i pyta sie jakie jest
prawdopodobienstwo wyrzucenia 6 w kostce do gry.
Student: - 1.
Inglot: - Ale niech Pan sie zastanowi przeciez kostka ma 6 scian.
Student: - 1.
Inglot (wnerwiony podajac kostke do gry): Ma Pan. Rzucaj!
Student wyrzuca 6.
Inglot (zdumiony): - Niech Pan jeszcze raz rzuca!
Student wyrzuca 6.
Inglot: - Poprosze indeks! (i wpisal mu TROJE).


- Kto ci podbil oko?
- Wyciagalem dziewczyne z wody...
- I ona cie tak urzadzila?
- Nie, akurat wtedy zona weszla do lazienki.


Do kibla w barze wchodzi zajac, po kilku minutach wylatuje z trzaskiem
przez okno. Podbiegaja do niego kumple: "Ty, co sie stalo", "Eeee, nic takiego.
..", "No powiedz!". "No, wchodze sobie do kibla, siadam, obok mnie siedzi
niedzwiedz. Jak niedzwiedz sie zalatwil to mnie wzial, podetarl sie mnie i
wyrzucil mnie przez okno."
Nastepnego dnia sytuacja powtarza sie. Zajac wylatuje przez okno, ale tym razem
niedzwiedz siedzial przy barze i saczyl piwo. Kumple Zajaca sa ciekawi co sie
wydarzylo. "Wlaze do kibla, siadam zeby sie zalatwic. Niedzwiedzia nie ma, ale
za to obok mnie siedzi jez. No i jak sie zalatwilem to wzialem jeza i sie nim
podtarlem."


Dziadek spowiada sie w kosciele. Ksiadz udzielil mu juz rozgrzeszenia
i puka w konfesjonal:
- O, k...., ale mnie ksiadz przestraszyl!


Spotkala sie polska kura z amerykanska. Amerykanska chwali sie polskiej
ze ja dobrze karmia, ze znosi przez to wieksze jajka, za ktore
placa o dzisiec centow wiecej.
A na to polska kura:
- Za glupie dziesiec centow wiecej ja sobie dupy nie bede rozdzierac!


Przychodzi facet do lekarza.
- Panie doktorze, moja baba wpadla do szamba.
- Niech sie pan uspokoi - pociesza go lekarz. Na pewno sie z tego
wylize!


Szedl zajaczek przez las i znalazl flaszke.
- O bedzie co wypic!
Zabral flaszke i poszedl dalej. Zobaczyla go lisica:
- O flaszka i zagrycha...
Idacych zajaca i lisice ujrzal wilk:
- O flaszka, zagrycha i ruda dziwka...
Cala trojka zobaczyl niedzwiedz:
- O! Jest co wypic, czym zakasic, kogo przeleciec i komu w morde przylozyc!


Rozmawiaja sobie trzy malzonki. Pierwsza mowi:
- Moj sie tak ugania za spodniczkami ze jak widze dzieci na ulicy to
zawsze zastanawiam sie czy to nie jego.
Druga zona:
- Moj tak rzadko sypia w domu ze sie zastanawiam czy on jest ojcem
moich dzieci.
Trzecia zona:
- Ja to dopiero mam problem. Moj moz mnie tyle razy oszukal ze ja nie
jestem pewna czy naprawde jestem matka moich dzieci.

Opisy gg!



miłość jest jak śłońce po burzy
przed sexem potrzyj kutasa pumeksem
przyszła do mnie ... puka do drzwi ...boje sie ... miłości
Nauczyciele są jak drzwi od toalety jebniesz to sie zamkną:))))))))
a świstak siedzi bo krowy sie obijają
Mówią mi olej go ... możesz mieć każdego ... ale ja chce tylko JEGO ..
Życie jest iskierką, która dla mnie gaśnie w ognisku waszej wieczności
U innych nieszczęścia chodzą parami, a u mnie zawsze czwórkami :(
jeśli kochasz to nie żałuj przytul mocno i pocałuj:*
Nie zmienia się koni w biegu.

Strefa gracza...!


Wiedza powszechna!


buddyzm,


buddyzm, jedna z wielkich religii uniwersalnych oraz system filozoficzny, który wywodzi się z nauki o charakterze etyczno-soteriologicznym, propagowanej na terenie północnych Indii (Bihar i pogranicze Nepalu) na przełomie VI i V w p.n.e. przez Siddharthę Gautamę (Budda). Doktryna b. rozszerzyła się na cały półwysep, a w ciągu następnych wieków objęła obszary południowo-wschodniej, wschodniej i środkowej Azji, gdzie utrzymuje się do czasów współczesnych. B. pierwotny, pochodzący bezpośrednio od Buddy, jest trudny do odtworzenia z powodu braku pism samego twórcy (naukę spisywali uczniowie); pewne jest jednak, że oryginalne podstawy systemu i sposób rozumowania, przekazany w kazaniach (głoszonych specjalną metodą, ułatwiającą ich zapamiętywanie), pochodzą od samego założyciela. Idee b. wyrosły z rodzimych pojęć i wierzeń, wspólnych religiom indyjskim subkontynentu. Źródła myśli Buddy tkwiły w filozofii indyjskiej sprzed jego okresu i w ówczesnej formie hinduizmu (braminizm), z których ...

Rzym starożytny. Historia.


Rzym starożytny. Historia. Okres archaiczny. Obszar m. Rzymu był zasiedlony od epoki brązu (XVI w. p.n.e.). Na początku epoki żelaza (X–IX w.) istniało już kilka osad należących do plemienia Latynów, którzy zamieszkiwali równinę Lacjum między Tybrem, M. Tyrreńskim a środkowymi Apeninami. W poł. VIII w. na obszarze Lacjum zaczęły powstawać miasta-państwa (koncentracja ludności w silnie umocnionych ośr.). Mieszkańcy jednej z osad założyli swe miasto (łac. urbs) na wzgórzu zw. Palatyn, nadając mu nazwę Roma (Rzym); niedawno odkryty najstarszy mur na Palatynie, datowany na ok. 730–720 p.n.e., potwierdza tradycyjną datę założenia Rzymu (między 753 a 747 lub 728). Wkrótce potem Rzym zjednoczył się z osadą na Kapitolu i Kwirynale, zamieszkaną przez Sabinów, przybyszów z Apeninów. Oba wydarzenia — założenie miasta oraz połączenie się Rzymian i Sabinów — były treścią 2 mitów o założeniu Rzymu, których bohaterem był Romulus [‘Rzymianin’], półlegendarny król-założ...

Encyklopedia!


AMERYKA PÓŁNOCNA I ŚRODKOWA


Ameryka Północna: niedźwiedź grizzli Ameryka Północna: sekwoje kalifornijskie, Redwood Park Ameryka Północna: Nowy Jork kontynent na półkuli zach., płn. część Ameryki; od zach. otoczony wodami O. Spokojnego, od wsch. i płd. – O. Atlantyckiego z Zat. Meksykańską i M. Karaibskim, od płn. M. Arktycznym; na krańcu południowym połączony Przesmykiem Panamskim (47 km szer.) z Ameryką Płd.; od Azji oddzielony na płn.-zach. Cieśn. Beringa; płd. część kontynentu między przesmykami Tehuantepec i Panamskim, wraz z wyspami M. Karaibskiego i Antylami, zw. jest Ameryką Środk.; skrajnymi punktami części lądowej Ameryki Płn. są przylądki: na płn. Murchisona (71°58’N), na wsch. Saint Charles (55°40’W), na płd. Mariato (7°12’N), na zach. Księcia Walii (168°4’W); rozciągłość południkowa kontynentu 7200 km, równoleżnikowa – 6800 km; pow. 24,2 mln km2, trzeci co do wielkości ląd świata (po Azji i Afryce).

EKWADOR


Ekwador Ekwador państwo w płn.-zach. części Ameryki Płd., nad O. Spokojnym; graniczy z Kolumbią i Peru; pow. 283 562 km2 (z wyspami Galápagos o pow. 7844 km2, położonymi ok. 800 km na zach. od wybrzeży kraju); 12,6 mln mieszk. (2004); stolica Quito 1,5 mln mieszk.; gł. miasta: Guayaquil, Cuenca, Machala, Portoviejo, Esmeraldas, Manta, Ambato; j. urzędowy hiszpański, w użyciu także keczua, chibcha, i in. narzecza; jednostka monetarna: 1 sucre = 100 centavos; PKB na 1 mieszkańca 2760 dol. (2005).

Wielka literatura!



Wyciągnięte ramiona, ku niej zgiełk się tłoczy. Darmo się Podkomorzy zostać przy niej sili; Zazdrośnicy już z pierwszej pary go odbili; I szczęśliwy Dąbrowski niedługo się cieszył, Ustąpił ją drugiemu, a już trzeci śpieszył; I ten, zaraz odbity, odszedł bez nadziei. Aż Zosia, już strudzona, spotkała z kolei Tadeusza, i dalszej lękając się zmiany, I chcąc przy nim pozostać, zakończyła tany. Idzie do stołu gościom nalewać kielichy. Słońce już gasło, wieczór był ciepły i cichy; Okrąg niebios gdzieniegdzie chmurkami zasłany, Pan Tadeusz 531 Adam Mickiewicz U góry błękitnawy, na zachód różany; Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, Tam jako trzody owiec na murawie śpiące, Ówdzie nieco drobniejsze, jak stada cyranek. Na zachód obłok na kształt rąbkowych firanek, Przejrzysty, sfałdowany, po wierzchu perłowy, Po brzegach pozłacany, w głębi purpurowy, Jeszcze blaskiem zachodu tlił się i rozżarzał, Aż powoli pożółkniał, zbladnął i poszarzał; Słońce spuściło głowę, obło

iła przyjść na dziesiątą pod „Parasole”. Wszyscy wasi mają tam być. Więc decydujesz się na niebieską czy mam ją schować? - Na nic się nie decyduję, mamo! W ogóle nie wiem, czy pójdę pod te „Parasole”... - Oszalałaś chyba? Na pewno będzie bardzo przyjemnie! Co ci się stało? - Och, nic się nie stało... tylko z tym Tomkiem taka głupia sytuacja... To moje mleko, mamo? - Twoje. A tu masz bułki. Posmarowane. Jaka znowu sytuacja? - Oj, mamuś... mówiłam ci już kiedyś! Byliśmy w sobie zakochani. Czemu się śmiejesz? - A czemu ty się śmiejesz? - No... ja chcę pokryć jakoś swoje zakłopotanie! - No, świetnie! W ten sam sposób możesz wybrnąć z Tomkiem! Śmiechem! Nie wyjmuj tego kożucha, nie wyjmuj! Do pokoju wpadła zadyszana Alka. - Gdzie piłka do siatki? Idziemy grać w siatkę! Coś ty? Mada! Jeszcze w rosole? A ja już widziałam wszystkich z twojej paczki! I Maciek jest, i Miśka, i ten rudy Julek! Tomka też widziałam! Ma wąsy, daję ci słowo! Mamo, gdzie ta piłka!? O, jest! Ale miękka, flak

ickiewicz Że utraciwszy rozum w mękach długich, Plwają na siebie i żrą jedni drugich! Chciałem pominąć, ptak małego lotu, Pominąć strefy ulewy i grzmotu I szukać tylko cienia i pogody, Wieki dzieciństwa, domowe zagrody... Jedyne szczęście, kto w szarej godzinie Z kilku przyjaciół usiadł przy kominie, Drzwi od Europy zamykał hałasów, Wyrwał się z myślą ku szczęśliwym czasom I dumał, myślił o swojej krainie... Ale o krwi tej, co się świeżo lała, O łzach, któremi płynie Polska cała, O sławie, która jeszcze nie przebrzmiała - O nich pomyślić - nie mieliśmy duszy!... Bo naród bywa na takiej katuszy, Że kiedy zwróci wzrok ku jego męce, Nawet Odwaga załamuje ręce. Pan Tadeusz 560 Adam Mickiewicz Te pokolenia żałobami czarne, Powietrze tylą klątwami ciężarne, Tam myśl nie śmiała zwrócić lotów, W sferę okropną nawet ptakom grzmotów. O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie Złożona - nie ma sił mówić o tobie! Ach! czyjeż usta śmią pochlebiać sobie, Że dzisiaj znajdą to
Na pamiatkę, że w czasie wojny się urodził), Dobrze, mój Tadeuszu, żes się dzis nagodził Do domu, własnie kiedy mamy panien wiele. Stryjaszek mysli wkrótce sprawić ci wesele; Jest z czego wybrać; u nas towarzystwo liczne Od kilku dni zbiera się na sady graniczne Dla skończenia dawnego z panem Hrabia sporu; I pan Hrabia ma jutro sam zjechać do dworu; Podkomorzy już zjechał z żona i z córkami. Młodzież poszła do lasu bawić się strzelbami, A starzy i kobiety żniwo ogladaja Pod lasem, i tam pewnie na młodzież czekaja. Pójdziemy, jesli zechcesz, i wkrótce spotkamy Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy". Pan Wojski z Tadeuszem ida pod las droga I jeszcze się do woli nagadać nie moga. Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło, Mniej silnie, ale szerzej niż we dnie swieciło, Całe zaczerwienione, jak zdrowe oblicze Gospodarza, gdy prace skończywszy rolnicze.Na spoczynek powraca. Już krag promienisty Spuszcza się na wierzch boru i już pomrok mglisty, Napełniajac wierzchołki i gałęzie drzewa, Cały las wiaże w jedno i jakoby zlewa; I bór czernił się na kształt ogromnego gmachu, Słońce nad nim czerwone jak pożar na dachu; Wtem zapadło do głębi; jeszcze przez konary Błysnęło jako swieca przez okienic szpary I zgasło. I wnet sierpy gromadnie dzwoniace We zbożach i grabliska suwane po łace Ucichły i stanęły: tak pan Sędzia każe, U niego ze dniem kończa pracę gospodarze. "Pan swiata wie, jak długo pracować potrzeba; Słońce, Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba, Czas i ziemianinowi ustępować z pola". Tak zwykł mawiać pan Sędzia, a Sędziego wola Była ekonomowi poczciwemu swięta; Bo nawet wozy, w które już składać zaczęto Kopę żyta, niepełne jada do stodoły; Ciesza się z nadzwyczajnej ich lekkosci woły Anna nie słyszała skrzypnięcia drzwi. Mimo kilku godzin snu czuła teraz większe znużenie niż z rana po zle przespanej nocy. Obudziła się o wczesnym zmierzchu. Z poczatku, zaskoczona pełnym, porywistym szumem wiatru, ujrzawszy w głębi za oknem zarys płota i drzewo o czarnych, gnacych się gałęziach, nie mogła zorientować się, gdzie się znajduje. Nie zdażyła się jeszcze przyzwyczaić do tej dużej, obcej izby tak różnej od pokoju, który ostatnio zamieszkiwała. Gdy o podobnej godzinie budziła się w Warszawie, widziała przez zmętniała szybę żałosnie obwisła rynnę, dalej obdrapana scianę pełna jakichs niepotrzebnych gzymsów i ozdób, watłych balkoników i okien przybranych wiotkimi firankami, jeszcze wyżej czarny, wilgotny, gęsto połatany dach, smętne dymniki uwikłane w pajęczynowe nitki drutów radiowych, a nad tym wszystkim doskonale zharmonizowany z całoscia, w bezruchu zastygły, jakby ze starej ilustracji wycięty płat nieba. Gdy nadchodził przedwczesny zmierzch brzydkich dni, a drobny deszczyk zacinał z ukosa, wówczas dymniki szamotały się apatycznie, potem z rosnacym mrokiem zapadał ospały spokój, tylko wiatr uwięziony pomiędzy murami bełkotał ptrzytłumionym oddechem. Tak w ciagu wielu miesięcy zżyła się z tym obrazem, że nim zdażyła teraz podniesć powieki, była pewna, że taki własnie widok narzuci się jej oczom. Pomyslała, że będzie musiała zaraz ubrać się i wyjsć na ulicę. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy nie powinna zmienić dzielnicy. Może jeszcze raz spróbować sródmiescia? Może... Westchnęła ciężko. Gdybyż można było schronić się przed tym wszystkim w sen długi i twardy! Ale kiedy po chwili zdała sobie sprawę, że nie jest już w Warszawie - nie odczuła ulgi. Dochodziła piata. Za godzinę - obliczyła szybko - powinien przyjsć kierownik poczty. Znowu będzie klać dogorywajaca żonę... Usiadła na łóżku, wsunęła stopy w rozdeptane pantofle. W pokoju było zimno, powietrze przesiaknięte wilgocia czyniło chłód obslizgłym i lepkim. Drżac narzuciła szlafrok, pamiętajacy jeszcze lepsze czasy, i podeszła do toalety. Spojrzawszy w lustro wzdrygnęła się. Nie mogła patrzeć na siebie bez wstrętu i przestrachu. Ostatnich kilka lat zmieniło ja zupełnie. Czasami miała wrażenie, że każdy dzień, każda noc posuwaja naprzód dzieło zniszczenia. Nieraz, budzac się z rana, zrywała się pospiesznie z łóżka i jeszcze oczy majac zaklejone od snu biegła do lustra. Starosć, nie, to nie o nia chodziło. Niedawno przekroczyła wprawdzie czterdziestkę, ale nie wygladała na więcej lat. Zmieniał się tylko wyraz jej twarzy. Zarys policzków niegdys tak delikatny uległ trywialnemu zniekształceniu, usta układały się w przykry, wyuzdany grymas, oczy straciły wilgotny, miękki połysk. Anna czuła, że może teraz pociagać tylko natury chore i instynkty znieprawione. Ruchy, głos, spojrzenia, wszystko w niej obiecywało rozpustę. Ile też razy w oczach zaczepionych mężczyzn wyczytała nietajony odruch niechęci i pogardy. Ile brutalnych słów uderzyło ja po twarzy. Brali ja ci, których twarze były napiętnowane tymi samymi znakami, co i ona. Pękały wobec niej wszelkie hamulce, opadały maski, rwała się w strzępy układnosć, brudny kłab ciemnych pożadań wyciekał z obnażonych ciał, jak ropa płynaca z odkrytej rany, oplatywał ja swymi mackami, chłonał i ssał. Czasami przecież znajdowała nieomal zadowolenie w tym całkowitym i ostatecznym upadku. Czegóż może od życia żadać kobieta, od której nikt prócz krótkiej, nędznie opłaconej chwili rozkoszy niczego nie żadał? Nic się już stać nie może. Zanurzyć się więc w tę otchłań, dosięgnać samego dna... Z pewnoscia tę własnie zgodę na wszystko wyczytał w jej oczach Litowka, gdy bawiac przed tygodniem w Warszawie spotkał Annę na ulicy. Zdziwiła się, że ja poznał. Nie widzieli się bowiem od dziesięciu przynajmniej lat. Stare dzieje ich łaczyły. Anna żyła wówczas z Morawcem, stawiajacym pierwsze dopiero kroki na terenie stolicy. Roman był młodszy od niej, miał dwadziescia kilka lat, podobał się jej. Pociagał zuchwałoscia, mocnym ciałem, energia i tym nieuchwytnym błyskiem w oczach, który raz wydawał się cierpieniem, a kiedy indziej okrucieństwem. Niewiele wiedziała o jego przeszłosci, prawdopodobnie burzliwej. Nie zwierzał się. Będac szczerym, umiał jednoczesnie być skrytym. Czym obecnie zajmował się - to oczywiscie wiedziała. Ale to jej nie przeszkadzało. Wierzyła, że nie potknie się. Pieniędzy miał zawsze pod dostatkiem. Miała więc spokój, nie potrzebowała chodzić po ulicy. W tym własnie czasie zaczał organizować pierwsza swoja bandę. Pewnego dnia przyprowadził nowego kompana. Był to Litowka. Przez kilka miesięcy chodzili na roboty razem i z kilku jeszcze innymi. Wkrótce jednak skończyło się to wszystko. Po jakiejs grubszej, krwawo zakończonej historii, banda Morawca rozpadła się. Paru chłopców wpadło, dostali po kilkanascie lat ciężkiego więzienia. O Romanie słuch przepadł, zniknał również Litowka. Spotkała go teraz dopiero. Dowiedziała się, że Morawca od lat już nie widział i w ogóle od dawna, zaraz po tamtej awanturze, skończył z podobnymi sprawami. Nie miał ochoty - wyznał - powędrować na szubienicę albo zginać w więzieniu. Nie każdy ma szczęscie Morawca. Zreszta i jego szczęscie może pewnego pięknego dnia prysnać jak łupinka. Osiedlił się więc na kresach wschodnich. Za pieniadze, które mu przypadły z podziału, wybudował domek i urzadził sklep z wyszynkiem. Zadowolony był ze spotkania. Zaproponował kolację. Wstapili razem do baru. Ciagle opowiadał o sobie. Ale Anna wiedziała, że szybko zdał sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znajdowała. Nie potrzebował pytać. Była ubrana zle, z tandetna jaskrawoscia, wygladała niezdrowo; chciwie, choć starała się panować nad ruchami, rzuciła się na gorace jedzenie. Gdy zaproponował jej wyjazd do Sedelnik w wiadomym celu, zgodziła się bez wahania. Nie miała nic do stracenia. W Warszawie czekał ja tylko głód, a w niedalekiej przyszłosci szpital lub żebranina pod kosciołem. Ludzie? Uważała, że wszędzie sa ci sami, jednakowo zli. Wolała więc o tym nie mysleć, cieszyć się raczej, że znajdzie się na wsi. W pewnym momencie, gdy wyobraziła sobie pola i lasy, krajobraz od tylu lat nie widziany, odżyły w niej bolesnym szarpnięciem najdawniejsze, rzadko budzace się wspomnienia. Wychynał z mroku czasu dzień wycieczki za miasto: niebo pogodne, zapach jasminów, droga ocieniona rozłożystymi kasztanami, ujadanie psów... Ale zanim posród tych migawkowych obrazów zdażyła zarysować się smiejaca twarz Pawła Siechenia, Anna wstała szybko i spytała Litowkę: zatańczymy? W jego ciężkich ramionach, pod goracym, wódka przepojonym oddechem, znikły oczy i usta, których wolała z odległosci lat nie wywoływać. Zabawili w lokalu do póznego wieczora. Potem, po nocy, która dała Annie przedsmak tego, co ja czeka w Sedelnikach, wyjechali. Wies powitała ja wichura i deszczem osiedla developerzy biuro kredyty mieszkaniowe firmy budowlane

Hotele Bydgoszcz
Hotele Bydgoszcz
Opisy telefonów Nokia
Opisy telefonów do telefonów Nokia
telefony i akcesoria
telefony i akcesoria
program do fakturowania
program do fakturowania
meble dla dzieci
meble dla dzieci